|
Barcelona - Arsenal w finale Champions League 17 maja na Saint Dennis. Wczorajszy remis 0:0 z Milanem był dla Barcy największym triumfem w ostatniej dekadzie
Jeszcze nigdy w historii Barcelony bezbramkowy remis na Camp Nou nie wprowadził fanów w taką ekstazę. Tam, gdzie spektakularny futbol ceni się ponad wszystko, mecze bez bramek nie są mile widziane. Ale to był wieczór wyjątkowy, w którym za remis dający przepustkę do finału Ligi Mistrzów w Paryżu gospodarze poświęciliby wszystko. Łącznie z pięknem futbolu. Ten remis miał wyleczyć kompleksy Barcy w Champions League, trzy przegrane finały, łącznie z tym ostatnim w Atenach 12 lat temu, po klęsce z Milanem 0:4. Dlatego mimo zwycięstwa 1:0 na San Siro Barca nie mogła czuć się wczoraj komfortowo. "Presja przy Barcelonie, pośpiech przy Milanie" - zauważał kataloński "Sport", podkreślając, że gospodarze nie uciekną przed wielkimi oczekiwaniami swoich fanów.
Bohater miał być ten sam co w pierwszym meczu w Mediolanie - Ronaldinho. "Ronnie, Henry czeka w finale" - pisała prasa w Katalonii odwołując się do przyjaźni wielkiego gracza z napastnikiem Arsenalu. To miał być wieczór Brazylijczyka, który, jak podkreślano, w historycznych chwilach nie zawodzi. Sam piłkarz też odwoływał się do historii, mówił, że chce się w niej zapisać, prowadząc drużynę do Paryża. I do ostatniej chwili zachowywał się jak gwiazdor wieczoru, gdy inni czekali w tunelu, aż sędzia wyprowadzi ich na boisko, on wciąż nie wychodził z szatni. Wreszcie się pojawił, potem miał kilka wspaniałych zagrań, ale cudów jednak nie dokonał.
Barca zaczęła inaczej niż w meczu z Chelsea w jednej ósmej finału, gdy też przyszło jej bronić na Camp Nou wyjazdowego zwycięstwa. Wtedy grała ostrożniej, długo utrzymując się przy piłce, jakby bardziej niż gole interesował ją upływ czasu. Tymczasem wczoraj już na początku Eto'o radośnie pobiegł do przodu, stracił piłkę i w 35. sekundzie była okazja dla Milanu. Po błyskawicznej kontrze Kaka strzelał tuż obok słupka. Taktyki Barcelony to nie zmieniło, wciąż parła do przodu szybkimi atakami: dominowała, miała przewagę. W 2. min Eto'o zmarnował pierwszą sytuację sam na sam z Didą, którego po uderzeniu piłki opatrywali masażyści. W 16. min Kameruńczyk przerzucił piłkę nad bramkarzem Milanu, ale 40-letni Costacurta (zastępujący kontuzjowanego Nestę) wybił ją z pustej bramki. Milan, choć musiał odrabiać straty, był znacznie lepiej zorganizowany w defensywie. Widać było, że grę obronną ma we krwi. Obrona Barcy była raczej improwizowana, ciężej tam było popatrzeć się perfekcji i porządku. Gospodarze kryli indywidualnie, popełniali błędy, ale Milan nie potrafił ich wykorzystać.
Tuż na początku drugiej połowy Szewczenko strzelał głową rzucając się do piłki szczupakiem, ale Valdes obronił. Za to w 53. min Belletti nie trafił z sześciu metrów do bramki. Co więcej, on nawet nie trafił w piłkę.A akcja była nadzwyczajna: genialne podanie Ronaldinho do Giuly'ego, który zagrał do brazylijskiego obrońcy. Ten skiksował.
63. min wszedł Cafu, a w 67. Gattuso zastąpił Rui Costa, który od dawna spędzał karierę na ławce rezerwowych Milanu. I właściwie dopiero wtedy Barca zaczęła bronić wyniku. W Barcelonie wyczerpanego Giuly'ego zmienił Larsson. W 68. min Szewczenko zdobył gola, ale sędzia uznał, że faulował Puyola. Wyglądało jednak na to, że Hiszpan zwyczajnie się poślizgnął i bramka dla Milanu powinna zostać uznana. Nie zmieniło to faktu, że goście zdobywali coraz większą przewagę. Chyba dopiero wtedy Barca poczuła, ile jest do stracenia, jakby ta cała pompa, z którą lansowana była do finału, nagle zaciążyła z całą mocą. - Chcielibyśmy, by w finale grała Barcelona z Arsenalem - mówił Aime Jacquet, trener mistrza świata z 1998 roku. Wtedy na Saint Dennis jego Francja pokonała w finale mundialu Brazylię 3:0, teraz Jacquet mówił, że tylko zespół z Katalonii jest w stanie zapewnić spektakl, który Paryż miałby wspominać latami.
Tymczasem wczoraj w końcówce meczu symbol finezji był w poważnych tarapatach, choć po kontrach Barcy Dida stawał się jednym z bohaterów spotkania. Jak obronił główkę Larssona? Trudno wyjaśnić.
W 88. min Rijkaard zdjął z boiska Eto'o, jakby dając drużynie sygnał, że dogrywki nie bierze pod uwagę. Arbiter doliczył trzy minuty, ale 0:0 przetrwało, wprowadzając gospodarzy w ekstazę.
Autor: Jacek Żytnicki
Źródło: Gazeta Wyborcza
Dodawanie komentarzy dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować (rejestracja jest darmowa). Jeżeli już posiadasz konto proszę się zalogować.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść Komentarzy!
|