| Dzisiaj jest: 18.04.2026 Osób on-line: 1 | Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt |
Od zrozumienia po oburzenie - taka jest reakcja polskich szkoleniowców na wieść o przygodzie Leo Beenhakkera z Feyenoordem. – To może odbić się czkawką, jeśli Polacy nie wygrają później z Azerbejdżanem i Armenią – ostrzegają. – Merytorycznie nie ma żadnej kolizji – zapewnia Bogusław Kaczmarek, asystent selekcjonera. – Podstawą pracy z Beenhakkerem jest zaufanie i odpowiedzialność, a więc jeśli Leo zgodził się przyjąć ofertę z Holandii, to znaczy, że jest przekonany, że nie ucierpi na tym reprezentacja Polski. Kaczmarek przekonuje, że sprawy przygotowań do meczów z Azerbejdżanem i Armenią już są dopięte na ostatni guzik. – Z bossem mamy stały kontakt. Obserwacje zawodników mamy podzielone aż do 26 maja – opowiada. Trudno jednak spodziewać się, aby jeden z najbardziej zaufanych ludzi naszego selekcjonera, krytykował decyzję przełożonego. Dużo bardziej scpetyczni są inni trenerzy. – Z jednej strony Beenhakker wyjeżdża na bardzo krótko, ale z drugiej nie można ciągnąć dwóch srok za ogon – mówi Henryk Kasperczak. – Uważam, że nie powinien się rozdrabniać. Taka jednoczesna praca w klubie i reprezentacji może być możliwa z prawnego punktu widzenia, jednak sportowo – wątpliwa. Autor: Łysy Źródło: Przegląd sportowy Dodawanie komentarzy dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować (rejestracja jest darmowa). Jeżeli już posiadasz konto proszę się zalogować. |