| Dzisiaj jest: 18.04.2026 Osób on-line: 1 | Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt |
|
6 minut i 36 sekund zajęło Michaelowi Owenowi strzelenie pierwszego gola w Premiership od 10 miesięcy. Szał radości piłkarza zepsuł tylko... sędzia, który odgwizdał spalonego. – Ale i tak cieszę się, że znów zagrałem – mówi. Mało kto zwrócił nawet uwagę, że bohaterem poniedziałkowego meczu Reading – Newcastle (1:0) został Daves Kitson, którego bramka w 51. minucie przesądziła o zwycięstwie gospodarzy. Wszystkich interesowało, jak się czuje napastnik reprezentacji Anglii. – Odczuwam dużą różnicę w mojej grze od mojego ostatniego występu – dzielił się wrażeniami piłkarz Srok. – Czuję się już innym piłkarzem. Na przykład więcej niż zwykle wygrywałem pojedynków główkowych – mówił. Taką metamorfozę Owen przeszedł w dziesięć miesięcy. Ostatnim oficjalnym występem wychowanka Liverpoolu był mecz fazy grupowej mistrzostw świata ze Szwecją (2:2) 20 czerwca ubiegłego roku. Na boisku wytrwał jednak tylko cztery minuty i został zniesiony na noszach. Ten dzień był dla zawodnika jednym z najczarniejszych w karierze. – Gdybym doznał tej kontuzji 20 lat temu, byłoby już po mnie – mówi Owen. – Zostałem wtedy całkowicie pozbawiony futbolu, jedynej pasji jaką posiadam, oczywiście oprócz mojej rodziny. Większość czasu z ostatnich kilku miesięcy spędziłem zamknięty w sali gimnastycznej, gdzie cierpliwie wykonywałem różne ćwiczenia. Nie ukrywam,że miałem chwile słabości – zwierza się. Autor: Łysy Źródło: Przegląd sportowy Dodawanie komentarzy dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować (rejestracja jest darmowa). Jeżeli już posiadasz konto proszę się zalogować. |