| Dzisiaj jest: 18.04.2026 Osób on-line: 1 | Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt |
Armenia to groźniejszy rywal niż Azerbejdżan - uważa selekcjoner "biało-czerwonych" Leo Beenhakker, który zapewnił, że ani kłopoty zdrowotne kilku piłkarzy, ani zamieszanie wokół Karty Reprezentanta nie burzą jego spokoju przed środowym meczem w eliminacjach mistrzostw Europy. Ostatni dzień przygotowań polskich piłkarzy do spotkania z Armenią rozpoczął się od trzygodzinnej podróży autokarem z Warszawy do Kielc, którą umilał najnowszy film o wojnach w świecie starożytnym. Hotel "Leśny Dwór", w którym podopieczni Leo Beenhakkera spędzą ostatnią noc przed środowym meczem, był na prośbę Holendra strzeżony niczym twierdza. Ochroniarze nie pozwolili, by na teren ośrodka przedarł się ktokolwiek postronny. Brama była cały czas zamknięta, a została uchylona tylko na moment wjazdu autobusu. Witający piłkarzy kibice i łowcy autografów czuli się rozczarowani, ale Beenhakker był nieugięty. Po obiedzie piłkarze wyszli na krótki spacer po okolicznym lesie. Zapewne jednym z tematów ich rozmów była Karta Reprezentanta, wokół której od kilku miesięcy toczą się spory i dyskusje, a Maciej Żurawski podał do sądu głównego partnera PZPN i sponsora drużyny narodowej. W Warszawie zainteresowane strony szukały kompromisu w tej sprawie, ale rozmowy nie przyniosły ostatecznych rozstrzygnięć. Beenhakker nie był zadowolony, że piłkarze poświęcają tej kwestii czas i uwagę przed ważnym meczem, ale zaprzeczył, że był z tego powodu zły. "Zły? O nie. Jeszcze nie widzieliście mnie naprawdę wkurzonego - powiedział do dziennikarzy. - Byłem tylko zirytowany, że niektórzy przedstawiają tą sprawę jako naszą wojnę ze sponsorem. A prawda jest taka, że jako drużyna jesteśmy bardzo zadowoleni z tej współpracy, natomiast przypadek Maćka Żurawskiego należy traktować indywidualnie. On broni swoich praw i ma do tego prawo, ale to nie może rzutować na cały zespół. Musimy jak najszybciej osiągnąć kompromis w tej sprawie, rozwiązać ten problem raz na zawsze, by nie pojawiał się w przyszłości. Poświęciliśmy temu problemowi godzinę w poniedziałek. Na więcej nie mogłem pozwolić, bo jesteśmy tutaj, by walczyć o awans do mistrzostw Europy, a nie rozstrząsać inne kwestie". We wtorek zgrupowanie opuścili kontuzjowany Arkadiusz Radomski i chory Grzegorz Rasiak. Zabrakło ich już w składzie na mecz z Azerbejdżanem (5:0). W podstawowym składzie wystąpił za to i zdobył jedną z bramek Wojciech Łobodziński, który także nie jest w pełni sił. "Lekarze walczą, by postawić go na nogi, ale uraz Achillesa wciąż mu doskwiera. Jeszcze nie zapadła ostateczna decyzja, czy w środę będzie mógł zagrać" - wyjaśnił holenderski szkoleniowiec. Jednym z jego potencjalnych zastępców jest Jakub Błaszczykowski, który z Azerbejdżanem nie zagrał z powodu żółtych kartek, a wcześniej leczył kontuzję. "I brak ogrania po nim widać, choć na szczęście nic mu już nie dolega i jest do mojej dyspozycji" - przyznał Beenhakker, który pochwalił zawodnika krakowskiego Wisły za pracowitość i profesjonalizm. Jeśli nie Błaszczykowski, to alternatywę na prawą stronę drugiej linii stanowi Ireneusz Jeleń. "W środę wszystko będzie jasne - uciął spekulacje selekcjoner. - Musimy jeszcze pewne sprawy przemyśleć i wybrać najlepszy wariant". Zresztą do postawy swoich piłkarzy w środku pola w spotkaniu z Azerbejdżanem Beenhakker miał najwięcej zastrzeżeń. "Były błędy w środkowej stefie, ale proszę tego nie mylić z zastrzeżeniami do gry pomocników. Źle funkcjonowała cała drużyna. Za mało piłek odebraliśmy w tym rejonie boiska. To trzeba poprawić" - podkreślił Holender, który nie zgłaszał natomiast zastrzeżeń do napastników. "Ciągle słyszę o rzekomo słabej formie Matusiaka czy Żurawskiego, ale przecież strzeliliśmy Azerbejdżanowi pięć goli. Kto powiedział, że mają je zdobywać napastnicy? - pytał trener, przyznając jednak, że skuteczny snajper przydałby się polskiej kadrze. Beenhakker podkreślił, że jego zdaniem Armenia to bardziej wymagający przeciwnik niż Azerbejdżan. "To lepszy zespół niż nasz ostatni rywal. Widać rękę brytyjskiego trenera, który choć już nie pracuje z reprezentacją odcisnął na niej swoje piętno (Ian Porterfield zrezygnował z pracy ze względu na stan zdrowia). Ormianie są silni, szybcy i zdecydowani. Grają po europejsku, nie mają kompleksów. Potrafią sprawić sporo kłopotów, więc musimy być na to przygotowani" - stwierdził szkoleniowiec Polaków. Wieczorem obie ekipy zapoznały się z murawą na stadionie kieleckiego MOSiR. Były do niej zastrzeżenia. "Nie jestem w stanie tego zmienić. Musimy zaakceptować stan faktyczny i przystosować się do tego. We Wronkach zaskoczył nas śnieg i jakoś wybrnęliśmy z opresji. W Kielcach też sobie poradzimy" - zakończył Leo Beenhakker. Jego opinię o stanie boiska potwierdził po treningu Radosław Matusiak. "Murawa rzeczywiście nie jest w najlepszym stanie, a na takim boisku łatwiej się bronić niż atakować. A jak ktoś ma się bronić, to chyba rywale, a nie my. Ale za to zagramy na jednym z najnowocześniejszych polskich stadionów, typowo piłkarskim obiekcie. Z tego co wiem ma być komplet kibiców, więc liczę, że stworzą fajną atmosferę i będą nas wspierać" - powiedział napastnik US Palermo, który także zgadza się z opinią trenera, że Ormianie będą groźniejsi niż Azerowie. "To lepiej poukładany zespół. Grają rozważniej, mądrzej, potrafią szanować piłkę. Myślę jednak, że sobie poradzimy. Trudno nie być optymistą po zwycięstwie nad Azerbejdżanem. Wyniki są, atmosfera w drużynie jest super, więc trzeba zrobić wszystko, by w środę podtrzymać ten nastrój" - dodał. Mecz Polska - Armenia rozpocznie się w środę o godz. 20.30. Autor: Łysy Źródło: PAP Dodawanie komentarzy dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować (rejestracja jest darmowa). Jeżeli już posiadasz konto proszę się zalogować. |