Dzisiaj jest: 18.04.2026 Osób on-line: 1   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

News
MŚ: Podsumowanie 2. kolejki grupowej
20.06.06 00:35

Najlepszy mecz:


Spotkania w grupie E


Po losowaniu finałowych grup Mundialu, futbolowi eksperci byli zgodni – „grupą śmierci” obwołaną tą, oznaczoną literką C. Tymczasem Holandia i Argentyna zgodnie wygrały po dwa pojedynki i z łatwością zapewniły sobie awans. Opór stawiało co prawda Wybrzeże Kości Słoniowej, ale w konfrontacji z wyżej notowanymi rywalami niewiele wskórało i sama determinacja nie wystarczyła. O totalnej klapie, zakończonej kompromitującym 0:6 z Argentyną, mogą za to mówić Serbowie.


Grupa C zawiodła, niespodziewanych emocji dostarczyła za to rywalizacja w grupie E. Po pierwszych meczach mistrzostw (Włochy – Ghana 2:0, Czechy – USA 3:0), zapowiadało się na łatwy awans faworytów, tymczasem druga kolejka przyniosła zaskakujące rozstrzygnięcia i niesamowite emocje. Czesi, którzy w spotkaniu z Amerykanami zagrali wręcz koncertowo, zostali starci w puch w meczu z reprezentantami Czarnego Lądu. Essien i koledzy rozegrali świetne zawody, non stop inicjowali ataki na bramkę Cecha i skutecznie neutralizowali akcje zaczepne naszych południowych sąsiadów. W pełni zasłużyli na zwycięstwo, a jego rozmiary mogły być okazalsze, gdyby wykorzystali chociaż połowę stuprocentowych okazji (plus przestrzelony rzut karny Gyana). Zaprezentowali niesamowite przygotowanie kondycyjne, wybieganie i serce do walki. To, w połączeniu z bezbłędną realizacją taktyki, wystarczyło na słabo tego dnia dysponowanych Czechów.


Jeszcze większych emocji dostarczyło remisowe starcie Włochów i Amerykanów. Dramatyczności i zwrotów akcji było tyle, że można by nimi obdzielić kilka spotkań, a i tak zostałoby reszty. Amerykanie zaskoczyli rywali (chyba zbyt pewnych swego) agresywnością, ambicją i wytrzymałością. Od pierwszych minut starali się narzucić swoje warunki gry i uparcie realizowali taktyczne meandry nakreślone przez Bruce’a Arenę. Wprawdzie pierwsi stracili bramkę (wszyscy pobiegli do pilnowania w polu karnym prawie dwumetrowego Toniego, a podanie z rzutu wolnego Pirlo ze stoickim spokojem wykończył celnym strzałem Gilardino), ale nie podłamało ich to, jak w pierwszym meczu Mundialu. Już 5 minut później odpowiedzieli celnym ciosem, choć prawdziwsze byłoby stwierdzenie, że to Włosi sami sobie zadali ten cios (kuriozalna bramka samobójcza Zaccardo). Potem były kartki (wszystkie czerwone jak najbardziej zasłużone) i kilka niewykorzystanych sytuacji z obu stron. Ale przede wszystkim walka, walka i jeszcze raz walka. Amerykanie zaimponowali, do ostatnich minut próbowali szaleńczych ataków, dających zwycięskiego gola.


Przed ostatnią serią spotkań w najlepszej sytuacji jest Ghana – wystarczy jej wygrać pojedynek z przerzedzonymi kartkami, straszliwie poobijanymi i wykończonymi fizycznie, reprezentantami Stanów Zjednoczonych, aby zdobyć przepustkę do dalszych gier (Amerykanie łatwo skóry nie sprzedadzą, bo w razie zwycięstwa, też liczą się w grze o awans). Z kolei pojedynek Czechów z Włochami dla jednej z drużyn oznaczał będzie prawdopodobnie otwarcie bram raju, dla drugiej strącenie do piekieł (aby awansować Czesi muszą wygrać, squadra azzura zadowala remis). Obojętnie, jak zakończy się ta konfrontacja, jeden z faworytów mistrzostw już wróci do domu.


 


Najpiękniejsza bramka:


Esteban Cambiasso – druga bramka w meczu Argentyna – Serbia


Na wyróżnienie zasługuje może nie tyle potężne i celne uderzenie Cambiasso, ile akcja całego zespołu, poprzedzająca zdobycie bramki. Argentyńczycy bawili się piłką, wymiana podać sprawiała im autentyczną radość, a ich celność z uderzającą mocą rozmontowała jedną z najsolidniejszych europejskich formacji defensywnych. Każde zagranie piłki było perfekcyjne, a ostatnia faza akcji to podręcznikowe wręcz stwierdzenie: zdobądź się na improwizację. Łatwość z jaką Crespo z pierwszej piłki podawał do Cambiasso i sposób w jaki to uczynił, rzuca w zachwycie na kolana nawet najtwardszy beton brazylijskich kibiców. Po drugiej kolejce grupowej to Argentyna wydaje się najbliżej koronacji na futbolowym tronie. Drżyjcie przyszli rywale, ten zespół ma moc!


 


Najlepsze wrażenie:


Australia w meczu z Brazylią


Po tegorocznym Mundialu trzeba będzie chyba uaktualniać encyklopedie we wszystkich księgozbiorach świata i obok hasła „cudotwórca” dać adnotację „Guus Hiddink”. Holender cytrze lata temu zadziwił piłkarski świat, doprowadzając do półfinału azjatyckich mistrzostw współorganizatora imprezy – Koreę Południową. Teraz objął pieczę nad reprezentacją Australii i świętuje z nią kolejne sukcesy: wygrany baraż eliminacyjny z Urugwajem, pierwsze zwycięstwo nad Japonią i świetna postawa drużyny w meczu z aktualnymi mistrzami świata – Brazylijczykami.


Australijczycy nie tylko nie przestraszyli się najbardziej utytułowanej drużyny globu, ale do ostatnich minut walczyli o zgarnięcie trzech punktów! Wprawdzie Canarinhos nie zaprezentowali wszystkich swoich ofensywnych atutów, dalecy od optymalnej formy są wolny Adriano (strzelec pierwszej bramki) i ociężały Ronaldo, ale na ich tle Australijczycy zaprezentowali się nader korzystnie. Wysoko wychodzili do przeciwników, próbowali gry pressingiem, mieli swoje niewykorzystane okazje. Nie bronili się rozpaczliwie, chcąc uniknąć jak najwyższego wymiaru kary, lekcji pokory od genialnych Latynosów. Do ostatnich sekund spotkania mieli wynik „na styku”, magowie futbolu prowadzili tylko jedną bramką i kilka razy gorąco zakotłowało się pod bramką Didy. Hiddink zagrał o wszystko, przegrywając 0:1 wprowadził na plac boju graczy o walorach wybitnie ofensywnych (Bresciano, Kewell i Aloisi), kosztem dwóch środkowych obrońców! I to w meczu z Brazylią! Wyniku wprawdzie nie udało się „dogonić”, ale Australijczycy zostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Czy w decydującym o wszystkim meczu z Chorwacją stać ich będzie na zdobycie choćby punktu? Z taką grą, jaką zaprezentowali przeciwko Japonii i Brazylii na pewno. A to oznaczałoby awans do 1/8 finału. Hiddink cudotwórcą? Chyba … tak!


 


Największa niespodzianka:


Bezbramkowy Remis Meksyku z Angolą


Tym meczem Meksyk miał dopełnić formalności, łatwo zainkasować trzy punkty i zapewnić sobie awans do 1/8 finału. Nic z tych rzeczy. Na tle afrykańskiej drużyny zaprezentował się bezbarwnie i nie miał żadnych argumentów na zgarnięcie całej puli punktowej. Zawiedli praktycznie wszyscy, może z wyjątkiem wszędobylskiego Marqueza, który szarpał z przodu, bronił w tyle, strzelał z wolnych, brał się nawet za rozgrywanie, a i tak niczego nie zwojował. Po nienajlepszym, choć wygranym, meczu z Iranem, przyszedł jeszcze słabszy. W konfrontacji z Azjatami, grę ożywiło pojawienie się na murawie Zinhy. Tym razem naturalizowany Brazylijczyk wyszedł w podstawowej jedenastce, ale nie okazał się wystarczającym ratownikiem. Meksyk zagrał chaotycznie, bez pomysłu, jakby chciał wyjść z grupy „na stojąco”. Potomków Azteków czeka teraz pojedynek z mającą już zapewniony awans do następnej rundy Portugalią. Żeby również awansować, muszą zdobyć w tym meczu przynajmniej jeden punkt, choć nawet minimalna porażka nie przekreśla ich szans. Najpewniej zdobędą przepustkę do 1/8 finału, ale ta przeszkoda może się okazać ostatnią, niemożliwą do przeskoczenia, szczególnie, że czekają tam już Holandia i Argentyna. A to drużyny dużo bardziej wymagające niż Angola i Iran, z którymi Meksykanie przeżywali takie katusze.


 


Największe rozczarowanie:


Fatalna postawa Serbów


O ile wynik pierwszej konfrontacji (minimalna porażka 0:1) z Holandią, można jeszcze zrozumieć, o tyle rozmiary przegranej z Argentyną, a zwłaszcza styl, w jakiej do niej doszło, rzuciły się na reprezentację Serbii czarnym cieniem. Argentyńczycy od pierwszej minuty przyparli rywala do muru, narzucili swoje warunki gry, szybko strzelili jedną bramkę, później drugą, a w miarę upływu czasu dokładali kolejne trafienia. Od czerwonej kartki dla Kezmana na murawie niepodzielnie triumfowała już tylko południowoamerykańska lokomotywa, która jeszcze trzema bramkami dobiła grającą niczym dzieci we mgle defensywę serbską. Należało się spodziewać zwycięstwa Argentyńczyków, ale rozmiary tego zwycięstwa zaskoczyły chyba wszystkich. Przecież w eliminacjach do niemieckiego Mundialu „duma Bałkanów” straciła w dziesięciu meczach tylko jedną (!) bramkę, pozostawiając w pobitym polu m.in. rewelacyjnie spisującą się (chyba w końcu na miarę oczekiwań kibiców) Hiszpanię. Co stało się z tą solidną i szczelną defensywą? Personalnie kadra nie uległa drastycznym zmianom, taktyka trenera wciąż jest taka sama, ale wyniki dalekie od oczekiwanych. Czyżby zawiódł program przygotowań? Sztab szkoleniowy „zajechał” swoich podopiecznych na kilkudniowych zgrupowaniach? Polacy od środy będą mieli wiele do myślenia, bo kolejna szansa na godne zaprezentowanie się w mistrzostwach znów przeszła koło nosa. Nie życzę jednak powrotu do kraju Serbom. Znani z temperamentu kibice tej reprezentacji pewnie zgotują jej na lotnisku mało przyjemne powitanie.


 


Polacy:


W meczu z Niemcami zupełnie inna gra, niż w pierwszym pojedynku z Ekwadorem. Efekt końcowy jednak ten sam: zero punktów i zero strzelonych bramek. Spotkanie z gospodarzami mistrzostw dostarczyło nam wszystkim niesamowitych emocji i wydawało się, że jednak uda nam się dowieść bezbramkowy remis do końcowego gwizdka sędziego. W doliczonym czasie gry pogrążyli nas jednak rezerwowi Klinsmana: Neuville i Odonkor.


Polacy zagrali niezłe spotkanie w defensywie, mecz życia między słupkami rozegrał Artur Boruc, wszystko to jednak okazało się za mało na, rozpędzającą się z minuty na minutę, niemiecką lokomotywę. Brakowało nam armat i nie chodzi tu tylko o skutecznego egzekutora, który zwieńczyłby celnym strzałem akcję zespołu. Brakowało zawodników do zawiązania jakiejkolwiek akcji: Żurawski niczym się nie wyróżnił, Sobolewski nie inicjował  gry ofensywnej, Krzyżówek słaniał się tylko pomiędzy Niemcami. Na ich tle najlepiej wypadł nowicjusz Ireneusz Jeleń, który starał się i szarpał, ale w pojedynkę niewiele mógł wskórać.


Od chwili, gdy Sobolewski ujrzał czerwony kartonik, Niemcy przycisnęli jeszcze mocniej, a my jeszcze rozpaczliwiej się broniliśmy, całkiem już zapominając o grze z kontry. Bramka wisiała w powietrzu i w końcu wpadła.


Następnego dnia okazało się, że nawet bezbramkowy remis niewiele dałby nam w perspektywie awansu do fazy pucharowej, bo Ekwador zdemolował wręcz Kostarykę, czym zarezerwował sobie przepustkę do następnej rundy. W czym tkwi słabość polskiej piłki? Już drugi Mundial z rzędu piłkarze przegrywają w głowach, okazują się za słabi psychicznie, źle przygotowani. Czy sam awans do finałów imprezy jest dla Polski sukcesem, którego nie da się przeskoczyć? To materiał do analizy dla kolejnych szkoleniowców, bo raczej mało prawdopodobne, aby podczas kolejnych mistrzostw w RPA z ławki trenerskiej dowodził Paweł Janas.


 


Najwięksi brutale


Czerwone kartki:


2    Stany Zjednoczone (Mastroeni, Pope)


1    Polska (Sobolewski)


      Serbia (Kezman)


      Angola (Andre)


      Czechy (Ujfalusi)


      Włochy (De Rossi)


 


Żółte kartki:


6    Ghana (O. Addo, Essien, Gyan, Boateng, Muntari, Muhammed)


      Tunezja (Ayari, Trabelsi, Jaidi, Guemamdia, Jaziri, Mnari)


5    Trynidad i Tobago (Hislop, Gray, Whitley, Jones, Theobald)


4    Paragwaj (Barreto, Acuna, Paredes, Caniza)


      Holandia (Robben, Mathijsen, van Bommel, Boulahrouz)


      Iran (Madanchi, Nekounam, Kaebi, Golmohammadi)


      Angola (Andre, Ze Kalanga, Delgado, Joao Ricardo)


3    Niemcy (Odonkor, Ballack, Metzelder)


      Polska (Krzynówek, Sobolewski, Boruc)


      Ekwador (Mora, De la Cruz, Castillo)


      Szwecja (Lucic, Linderoth, Allbaeck)


      Serbia (Koroman, Nadj, Krstajic)


      Wybrzeże Kości Słoniowej (Zokora, Drogba, Boka)


      Portugalia (Pauleta, Deco, Costinha)


      Japonia (Kawaguchi, Miyamoto, Santos)


      Brazylia (Cafu, Robinho, Ronaldo)


      Togo (Salifou, Adebayor, Romao)


      Ukraina (Niesmacznyj, Kaliniczenko, Swiderskyj)


      Arabia Saudyjska (Al-Dossary, Al-Ghamdi, Khariri)


2    Kostaryka (Marin, Solis)


      Włochy (Totti, Zambrotta)


      Chorwacja (R. Kovac, Srna)


      Australia (Culina, Emerton)


      Korea (Lee Ho, Kim Dong-Jin)


      Francja (Zidane, Abidal)


      Hiszpania (Puyol, Fabregas)


1    Anglia (Lampard)


      Argentyna (Crespo)


      Meksyk (Pineda)


      Czechy (Lokvenc)


      Stany Zjednoczone (Pope)


      Szwajcaria (Vogel)


       


Strzelcy bramek w 2. grupowej kolejce:


2    Maxi Rodriguez (Argentyna)


      Torres (Hiszpania)


1    Neuville (Niemcy), Delgado (Ekwador), Tenorio (Ekwador), Kaviedes (Ekwador), Crouch (Anglia), Gerrard (Anglia), Ljungberg (Szwecja), Crespo (Argentyna), Cambiasso (Argentyna), Messi (Argentyna), Tevez (Argentyna), van Persie (Holandia), van Nistelrooy (Holandia), Kone (Wybrzeże Kości Słoniowej), Deco (Portugalia), Cristiano Ronaldo (Portugalia), Gyan (Ghana), Muntari (Ghana), Gilardino (Włochy), Adriano (Brazylia), Fred (Brazylia), Henry (Francja), Park Ji-Sung (Korea), Frei (Szwajcaria), Burnetta (Szwajcaria), Rusoł (Ukraina), Rebrow (Ukraina), Szewczenko (Ukraina), Kaliniczenko (Ukraina), Mnari (Tunezja),  Raul (Hiszpania)


bramki samobójcze: Zaccardo (Włochy)


Autor: Jacek Żytnicki
Źródło: własne







Dodawanie komentarzy dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować (rejestracja jest darmowa). Jeżeli już posiadasz konto proszę się zalogować.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść Komentarzy!


Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org