Dzisiaj jest: 18.04.2026 Osób on-line: 1   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

News
MŚ: Podsumowanie 3. kolejki grupowej
26.06.06 14:37

Najlepszy mecz:


Szwecja – Anglia 2:2


Szwedzi zagrali z Dumnymi Synami Albionu przede wszystkim tak, żeby nie przegrać, do gry przykładali się tylko wtedy, gdy musieli odrabiać straty i gonić wynik. Pierwsza połowa to nieustanny szturm Anglików na bramkę Isakssona, który skapitulował dopiero po cudownym uderzeniu Joe Cole’a. Nawet utrata bramki nie podziałała na Skandynawów mobilizująco, cały czas jakby „przechodzili” obok meczu, a Wyspiarze konsekwentnie grali swoje i wszelkimi sposobami dążyli do podwyższenia prowadzenia. W pierwszej połowie więcej goli nie padło, a w przerwie spotkania Lagerback musiał chyba przeprowadzić w szwedzkiej szatni męską rozmowę, bo na drugą odsłonę meczu Trzy Korony wyszły z zupełnie innym nastawieniem. Ljungberg i spółka całkowicie zdominowali wydarzenia boiskowe, zepchnęli Anglików do głębokiej (a momentami rozpaczliwej) defensywy, obstrzeliwali bramkę Robinsona, co rusz stwarzali sobie dogodne sytuacje bramkowe. I wszystko to, aż do momentu … strzelenia bramki na 1:1. Remis ich zadowalał, dawał awans do 1/8 finału, a o pierwsze miejsce w grupie nie bardzo chciało im się walczyć (to przecież turniej). Oddali inicjatywę, ustawili się 40 metrów od własnej bramki i rozbijali nieporadne ataki podopiecznych Erikssona. Zapewne w taki mało atrakcyjny sposób spotkanie dobiegłoby końca, gdyby nie celny strzał głową Gerrarda, po raz drugi wyprowadzający Wyspiarzy na prowadzenie. Szwedom nie pozostało wtedy nic innego, jak znów poderwać się do walki i misternie konstruować atak pozycyjny. Po raz kolejny „siedli” na rywalu, nie pozwalając mu rozwinąć skrzydeł i samemu inicjując groźne akcje. Jedna z ostatnich, w samej końcówce meczu, zakończyła się pomyślnie – z najbliższej odległości piłkę do siatki skierował Larsson. Szwedzi uratowali remis, choć gdyby musieli to spotkanie wygrać, wygraliby. Im zależało tylko na tym, żeby nie przegrać i też dopięli swego, a przy okazji śrubują niesamowitą serię – Anglicy nie potrafią ich pokonać od 38 lat!


 


Najpiękniejsza bramka:


Joe Cole – bramka z meczu Szwecja - Anglia


Pierwsza bramka spotkania. Joe Cole od początku meczu swoimi oskrzydlającymi akcjami siał popłoch w szeregach szwedzkich defensorów (świetna współpraca w lewym sektorze boiska z Ashley’em Colem). Często dośrodkowywał, rzadziej decydował się na strzały z dystansu. Ale kiedy już się zdecydował, zdobył bramkę nieprzeciętnej urody: przyjął piłkę na pierś, zareagował błyskawicznie i strzałem z prostego podbicia z około 30 metrów nie dał najmniejszych szans Isakssonowi na skuteczną interwencję. Piłka wylądowała w górnym, lewym rogu szwedzkiej bramki.


 


Najlepsze wrażenie:


Wybrzeże Kości Słoniowej


Przegrywać w meczu nie mającym już praktycznie żadnego znaczenia 0:2, podnieść się z kolan, podjąć walkę i wygrać w ostatnich minutach 3:2, to wyczyn godny pochwały.


Wybrzeże Kości Słoniowej, jak chyba żadna inna drużyna na Mundialu, zasługiwało na to zwycięstwo. W dwóch pierwszych meczach z tuzami światowej piłki (Argentyna, Holandia) zespół podjął wyrównaną walkę, prowadził grę, miał całe mnóstwo sytuacji podbramkowych, a mimo to schodził z boiska w roli pokonanego.


Mecz z Serbią rozpoczął się fatalnie, po dwóch indywidualnych błędach obrońców, drużyna legitymująca się do tego meczu najgorszym bilansem bramkowym (0:7) objęła prowadzenie 2:0. Afrykańczycy nie załamali się jednak, atakowali z pasją, dążyli do odrobienia strat. Chyba wszyscy, oglądający to spotkanie, kibicowali reprezentantom Czarnego Lądu. Strzelili bramkę, potem drugą, w końcu na 5 minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego zadali decydujący cios.


Wybrzeże Kości Słoniowej zaprezentowało się najkorzystniej ze wszystkich drużyn, którym nie udało się awansować do fazy pucharowej. Imponowali przygotowaniem atletycznym, panowaniem nad piłką, techniką użytkową. Zabrakło być może trochę szczęścia, wyrachowania, obycia na ważnych turniejach, choć gdyby los przydzielił ich do innej grupy, pewnie nie mieliby większych problemów z promocją. Jeśli nic złego się spotka tej reprezentacji, za cztery lata na własnym kontynencie może być jeszcze groźniejsza – pamiętajmy, że to jedna z najmłodszych drużyn tegorocznego Mundialu.


 


Największa niespodzianka:


Szwajcaria zwycięzcą grupy G


Na pewno niespodzianką nie jest awans Szwajcarów z grupy, ale już styl, w jakim awans został osiągnięty zastanawia. Jak drużyna, która jeszcze kilka lat temu była europejskim średniakiem, notorycznie ogrywanym nie tylko przez możnych, sławnych i utytułowanych, ale nawet przez Polskę, wygrała swoją grupę, w trzech meczach nie straciła żadnej bramki, a w pokonanym polu zostawiła półfinalistę ostatniego Mundialu – Koreę i mistrza świata sprzed ośmiu lat – Francję? Helweci może nie są wirtuozami piłki, na ich grę nie patrzy się z zapartym tchem, ale uparcie dążą do wytyczonego celu i cel ten osiągają.


Szwajcarzy – współorganizatorzy kolejnego Euro – marsz na Mount Everest światowej piłki zaczęli od podstaw: od szkolenia młodzieży, budowy boisk, bazy treningowej dla klubów. To droga najtrudniejsza, wymagająca największych nakładów finansowych i cierpliwości, bo sukcesy nie rodzą się z dnia na dzień. Ale jednocześnie rokująca wielkie nadzieje na przyszłość. W ostatniej dekadzie Szwajcarzy sporo osiągnęli w futbolu młodzieżowym, a teraz ta generacja wchodził w świat dorosłej piłki, to dla nich pierwsza poważna impreza. I debiut wypada naprawdę nieźle: bezbramkowy remis z Trójkolorowymi i dwa zwycięstwa na pewno ucieszyły kibiców w ojczyźnie Milki. W 1/8 finału czeka już na nich Ukraina, która powinna być równorzędnym przeciwnikiem, a może nawet rywalem do pokonania.


Przed mistrzostwami większość reprezentantów Szwajcarii była dla przeciętnego kibica anonimowa. Trzy mecze grupowe niewiele zmieniły, bo ciężko wymieniać ich teraz jednym tchem obok brazylijskich, włoskich czy argentyńskich wirtuozów. Ale jako kolektyw są znaczącą siłą, z którą już należy się liczyć. Może po Mundialu na usta będą cisnąć się jeszcze jakieś inna nazwiska niż Sanderosa i Frei’a?  


 


Największe rozczarowanie:


Postawa Czechów w meczu z Włochami


Dla wielu czeskich gwiazd ten mecz był ostatnią szansą pokazanie się w finałach Mistrzostw Świata. Drużyna, która permanentnie osiągała sukcesy w imprezach kontynentalnych, notorycznie przepadała w eliminacjach światowego championatu. Ten Mundial miał być przełomowy – zawodnicy ograni w najlepszych europejskich klubach, doświadczeni, ale wciąż głodni sukcesu. Pierwszy mecz ze Stanami Zjednoczonymi zdawał się potwierdzać te opinie – nasi południowi sąsiedzi zaprezentowali to, co najlepsze, gładko wygrali 3:0 i zaczęli mrozić butelki szampana. Nikt nawet nie przejmował się groźną kontuzją Kollera, eliminującą go z gry w kolejnych spotkaniach. Alternatywą dla niego miał być Lokvenc, ale w meczu z Ghaną  wypadł blado, dodatkowo złapał drugą żółtą kartkę i sam wyeliminował się z „najważniejszego meczu dekady”. Tym samym załamała się siła ataku, co dobitnie pokazał mecz – gwóźdź do trumny, z Włochami. Osamotniony w przodzie Baros został zneutralizowany przez solidną włoską obronę, środek pomocy zagrał kiepskie zawody (szarpał właściwie tylko Nedved, Rosicky był cieniem zawodnika z meczu z USA), a skrzydłowi przypominali naszego Kamila Kosowskiego – jeźdźca bez głowy.


Czeska generacja gwiazd, które dwukrotnie zawojowały Euro odchodzi powoli do lamusa. Na pewno większość z nich nie wystąpi już na następnych mistrzostwach w Republice Południowej Afryki, więc pożegnanie z najważniejszym turniejem świata wypadło mało okazale. To, że nie udało się awansować do 1/8 finału nie jest tragedią, ani nawet rozczarowaniem. Bardziej jest nim styl, w jakim przegrali z Włochami. Apetyty kibiców zostały straszliwie przytemperowane, mogli bowiem oni liczyć na coś więcej, niż tylko wyjście na boisko i asystowanie Włochom na stadionie w Hamburgu.


 


Polacy:


W ostatnim meczu grupowym w końcu doczekaliśmy się zwycięstwa Polaków. Czy jednak zwycięstwo to można nazwać sukcesem? Gra na pewno nie powalała na kolana, trudno doszukać się zagrań, które olśniłyby kibiców, choć na pewno wygrana 2:1 z najsłabszą w naszej grupie Kostaryką troszkę poprawiła beznadziejną sytuację, w jakiej po dwóch pierwszych meczach znalazła się reprezentacja. O sukcesie zadecydowały dwa celne strzały powołanego w trybie awaryjnym Bartosza Bosackiego (to kolejny materiał do analizy, czy selekcja przeprowadzona była prawidłowo, skoro zawodnik, który na Mundialu w ogóle miał nie zagrać, strzelił jedyne gole dla naszej kadry), który umiejętnie odnalazł się w polu karnym przeciwnika przy wykonywaniu rzutów rożnych. Znów zawiódł Żurawski, pełni możliwości nie pokazał Szymkowiak, gra skrzydłowych wołała o pomstę do nieba. Do tego nie popisał się bohater meczu z Niemcami – Boruc, który po strzale z rzutu wolnego przepuścił piłkę między nogami.


Kadrowicze zapewniali, że zagrają na maksimum swoich możliwości, bo mimo tego, że mecz nie miał żadnego znaczenia dla układu tabeli, miał znaczenie dla nich i perspektywy ich przydatności w kadrze. Jeśli gra zaprezentowana w meczu z Kostaryką to wszystko, co byli z siebie w stanie wykrzesać, to przyszłość reprezentacji rysuje się raczej w ciemnych kolorach.


Mimo zwycięstwa, dalecy jesteśmy od huraoptymizmu, gra stała na żenująco niskim poziomie i tylko dzięki Bosackiemu uniknęliśmy kolejnej kompromitacji. Właściwie wszystkie elementy gry w wykonaniu Polaków wymagają natychmiastowej poprawy. To, że od lat naszą bolączką jest atak pozycyjny wie cały świat, ale, że nie umiemy nawet przeprowadzić składnego kontrataku, dowiedzieliśmy się dopiero kilkanaście dni temu. Niewłaściwe ustawianie się w obronie, głupie straty, nieporadność w ataku – do tego reprezentacja nie przyzwyczajała nas przez całe eliminacje, aż tu nagle na turnieju finałowym taka niespodzianka. Zmiany są konieczne, ale czy wystarczy tylko tyle, że spełni się postulat tysięcy kibiców: Janas musi odejść? Czy zmiany się muszą być głębsze?


 


Najwięksi brutale


Czerwone kartki:


2    Chorwacja (Simic, Simunic)


1    Meksyk (Perez)


      Serbia (Nadj)


      Wybrzeże Kości Słoniowej (Domoraud)


      Czechy (Polak)


      Australia (Emerton)


      Tunezja (Jaziri)


 


Żółte kartki:


5    Polska (Radomski, Bąk, Żewłakow, Baszczyński, Boruc)


      Kostaryka (Marin, Umana, Gonzalez, Bandilla, Gomez)


      Korea (Park Chu-Young, Kim Jin-Kyu, Choi Jin-Cheul, Ahn Jung-Hwan, Lee Chun-Soo)


      Szwajcaria (Sanderos, Yakin, Wicky, Spycher, Djourou)


4    Serbia (Dudic, Duljaj, Nadj, Gavrancic)


      Meksyk (Rodriquez, Perez, Marquez, Zinha)


      Ghana (Mensah, Illiasu, Essen, Appiah)


      Chorwacja (Pletikosa, Simunic, Tudor, Simic)


      Ukraina (Swiderski, Szelajew, Tymoszczuk, Rusoł)


3    Holandia (Kuyt, Ooijer, De Cler)


      Iran (Zandi, Taymoorian, Madanchi)


      Portugalia (Miguel, Maniche, Boa Morte)


      Angola (Mendonca, Ze Kalanga, Loco)


      Togo (Toure-Maman, Salifou, Aziawanou)


      Hiszpania (Albelda, Reyes, Marchena)


      Tunezja (Jaziri, Bouaziz, Jaidi)


2    Paragwaj (Paredes, Dos Santos)


      Trynidad (Sancho, Whitley)


      Szwecja (Alexandersson, Ljungberg)


      Argentyna (Cambiasso, Mascherano)


      Wybrzeże Kości Słoniowej (Dindane, Domoraud)


      Arabia Saudyjska (Al-Jaber, Al-Themyat)


1    Niemcy (Borowski)


      Ekwador (Valencia)


      Anglia (Hargreaves)


      Czechy (Polak)


      Stany Zjednoczone (Lewis)


      Włochy (Gattuso)


      Japonia (Kaji)


      Brazylia (Gilberto)


      Francja (Makelele)


      Australia (Emerton)


       


Strzelcy bramek w 3. grupowej kolejce:


2    Klose (Niemcy), Bosacki (Polska), Dindane (Wybrzeże Kości Słoniowej), Ronaldo (Brazylia)


  Gerrard (Anglia), Henry (Francja), Frei (Szwajcaria), Szewczenko (Ukraina), Podolski (Niemcy), Gomez (Kostaryka), Cuevas (Paragwaj), J. Cole (Anglia), Allbaeck (Szwecja), Larsson (Szwecja), Bakhtiarizadeh (Iran), Fonseca (Meksyk), Simao Sabrosa (Portugalia), Maniche (Portugalia), Flavio (Angola), Kalou (Wybrzeże Kości Słoniowej), Ilic (Serbia), Zigic (Serbia), Materazzi (Włoch), Inzaghi (Włochy), Dempsey (USA), Dramani (Ghana), Appiah (Ghana), Tamada (Japonia), Juninho (Brazylia), Gilberto (Brazylia), Srna (Chorwacja), N. Kovac (Chorwacja), Kewell (Australia), Moore (Australia), Juanito (Hiszpania), Vieira (Francja), Sanderos (Szwajcaria)


bramki samobójcze: Sancho (Trynidad)


Autor: Jacek Żytnicki
Źródło: własne







Dodawanie komentarzy dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować (rejestracja jest darmowa). Jeżeli już posiadasz konto proszę się zalogować.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść Komentarzy!


Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org