| Dzisiaj jest: 18.04.2026 Osób on-line: 1 | Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt |
|
Odważna, rozsądna gra. Znacznie lepsza niż ostatnio. Ogromne zaangażowanie. Wsparcie publiczności. Te czynniki mogą, zdaniem trenera Legii Warszawa Dariusza Wdowczyka, przesądzić o awansie jego podopiecznych do piłkarskiej Ligi Mistrzów. W środę na własnym stadionie będą chcieli odrobić przegraną 0:1 z Szachtarem Donieck w trzeciej rundzie kwalifikacji do tych prestiżowych rozgrywek. Kibice nie zawiodą. To pewne. Ale nie wiadomo, czy oczekiwania trenera będą w stanie spełnić podopieczni, którzy w złym stylu przegrali dwa ostatnie mecze ligowe - z GKS Bełchatów i ŁKS Łódź. Wdowczyk zarzucał po nich piłkarzom brak charakteru, radził zapomnieć o dobrych przedsezonowych sparingach z renomowanymi drużynami i żądał większego zaangażowania w grę. Bramkarz Łukasz Fabiański, najmocniejszy punkt zespołu w tym sezonie, zgadzał się ze szkoleniowcem, chociaż otwarcie nie odważył się krytykować kolegów. Kapitan Łukasz Surma wprost mówił o wewnętrznych konfliktach, które przekładają się na grę. W dodatku w minionym tygodniu doszło do zamieszania z Brazylijczykami Eltonem i Edsonem. Pierwszy dostał karę w wysokości 80 tys. zł za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu, drugi obraził się na szkoleniowca i nie pojawiał na treningach. Atmosferę w drużynie nie poprawiały nękające zawodników kontuzje. Wdowczyk ma ogromne problemy ze skompletowaniem defensywy na rewanż z Szachtarem. Z gry wyłączeni są na pewno kontuzjowani Wojciech Szala i Grzegorz Bronowicki. Ciągle trwa walka o zaleczenie urazów Hugo i Dicksona Choto. Większe szanse na powrót już w środę ma ten pierwszy. Jeżeli wróci to obrona będzie wyglądała prawdopodobnie tak: Tomasz Kiełbowicz, Hugo, Mamadou Balde i Edson. W przypadku występu Choto ze składu wypadnie Balde lub Kiełbowicz. Trener Wdowczyk skład ma już właściwie ustalony, ale nie chciał go zdradzić dziennikarzom. Chcąc poprawić atmosferę w zespole trener zabrał piłkarzy na krótkie zgrupowanie pod Warszawę. Mieli się tam integrować i koncentrować tylko na czekającym ich pojedynku z Ukraińcami. Podobno pomogło. "Nikt nie chodzi z uśmiechem na ustach. Wiemy, że tracimy za dużo bramek i za mało strzelamy, że źle układa się współpraca między formacjami. Wiemy, że trzeba grać ambitnie. Na ten mecz chłopców nie trzeba mobilizować. Oni wiedzą o co zagrają. Nie mają nic do stracenia, a wszystko do zyskania. Jutro wszystko może się zdarzyć, ale musimy zagrać zdecydowanie lepiej niż ostatnio. A co do konfliktów, to wszystko zostało wyjaśnione i nie chcemy już do tego wracać" - powiedział na wtorkowej konferencji Wdowczyk. Trzy ostatnie dni legioniści poświęcili na przygotowania taktyczne do meczu. Trener będzie powtarzał założenia do znudzenia, bo każdy od pierwszej do ostatniej minuty musi wiedzieć, co ma robić na boisku. "Ważne będą stałe fragmenty gry. Nie ukrywam, że liczymy na strzały z rzutów wolnych Edsona, ale o wolne czy rogi trzeba walczyć. Mamy zagrać swoje, szukać szans, kreować okazje. To my musimy gonić rywali, a nie oni nas" - dodał trener Legii. Piłkarze Szachtara przylecieli do Warszawy we wtorek przed południem. Do samolotu nie wsiadł Julius Aghahowa. Trener Mircea Lucescu zabrał za to kontuzjowanego Matuzalema (po brutalnym faulu w ostatniej kolejce ligowej było podejrzenie o zerwanie ścięgien; obecnie wydaje się, że uraz nie jest tak poważny). Decyzja o występie Brazylijczyka zapadnie w ostatniej chwili. "Matuzalem w pierwszym meczu oddał najwięcej groźnych strzałów na naszą bramkę. To bardzo dobry zawodnik. Ale Szachtar ma duże zaplecze, wyrównany skład i trudno powiedzieć, czy brak Brazylijczyka byłby dużym osłabieniem. W ogóle pojawia się pytanie, jak zagra Szachtar. Odpowiedź dadzą już pierwsze minuty, ale moim zdaniem nie przyjechali tutaj bronić wyniku" - stwierdził Wdowczyk. Piłkarze Legii, jak powiedział trener, wierzą w wyeliminowanie Szachtara bo wiedzą, że stać ich na grę na znacznie wyższym poziomie niż ostatnio. Takie przekonanie jest bardzo ważne. Wiadomo przecież, że wiara góry przenosi. Jeśli jej nie ma, to mecz można przegrać jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. W pierwszym spotkaniu Legia wypadła słabo, ale uległa rywalom tylko 0:1. Przed własnymi kibicami, maksymalnie skoncentrowani, nawet w osłabionym składzie są w stanie zagrać o wiele lepiej. Jeżeli tak się stanie, pierwszy od dziesięciu lat awans polskiej drużyny do LM może stać się faktem. Środowe spotkanie poprowadzi arbiter Michael Riley. Co ciekawe, 41-letni Anglik w poprzednim sezonie sędziował w Atenach rewanżowy mecz trzeciej rundy eliminacji LM pomiędzy Panathinaikosem a Wisłą Kraków. Wtedy mistrz Polski schodził z boiska pokonany, odpadł z rozgrywek, a kilka decyzji Riley'a na niekorzyść Wisły wzbudziło kontrowersje. Autor: matek Źródło: PAP
Dodawanie komentarzy dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować (rejestracja jest darmowa). Jeżeli już posiadasz konto proszę się zalogować. |