| Dzisiaj jest: 18.04.2026 Osób on-line: 1 | Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt |
Były napastnik Wisły przez rok nie grał w piłkę z powodu różnych kontuzji. Kilka klubów chętnie widziałoby go w swoim składzie, koszulki "Białej Gwiazdy" raczej nie założy. - Nie wiem, czy jestem jeszcze potrzebny Wiśle? - pyta prowokacyjnie Frankowski, który przed kilkoma dniami rozwiązał kontrakt z angielskim Wolverhampton Wanderers. Napastnik przeszedł operację przepukliny, treningi rozpocznie z końcem września. - Jedyny cel, jaki chcę osiągnąć, to wrócić do zdrowia - podkreśla. Wychowanek Jagiellonii Białystok zdobył z Wisłą cztery mistrzostwa kraju i trzy razy był najlepszym strzelcem polskiej ligi. Decyzję o opuszczeniu Reymonta podjął po przegranej batalii o Ligę Mistrzów z Panathinaikosem Ateny. Po meczu z Grekami jeden z zawodników Wisły miał w dobitny sposób zasugerować Frankowskiemu, że przeszedł obok spotkania. Ostatni ligowy mecz w barwach "Białej Gwiazdy" zagrał 27 sierpnia 2005 roku w Wodzisławiu, strzelając bramkę Odrze w 90. min spotkania. Uratował wtedy dla Wisły remis (1:1). Atmosfera wokół odejścia nie była miła dla zawodnika. Niektórzy kibice zarzucali mu zdradę klubu. Wydawało się, że snajper podbije Zachód. Świetna dyspozycja w barwach hiszpańskiego drugoligowca Elche zaowocowała transferem do angielskiego Wolverhampton. Na Wyspach Brytyjskich Frankowski przygasł, po wypożyczeniu na Teneryfę nie odnalazł formy, spędzając więcej czasu u lekarzy niż na boisku. Mimo to niemiecka agencja menedżerska wyceniła Frankowskiego na milion euro. - Wróciłem do Krakowa, bo tu mam dom - argumentował napastnik. - Dopóki się nie wyleczę, nie zamierzam negocjować z żadnym klubem i teoretyzować, gdzie zagram w przyszłości - ucina spekulacje Frankowski. Równie lakoniczny jest Jacek Bednarz, dyrektor sportowy Wisły: - Nie prowadzimy żadnych rozmów transferowych z menedżerem zawodnika. W podobnym tonie wypowiada się trener wiślaków Maciej Skorża. Tymczasem inne kluby z Polski zainteresowały się możliwością pozyskania 33-letniego snajpera. - Nic o tym nie wiem - śmieje się Franciszek Smuda, aktualny trener Lecha Poznań. Chrapkę na napastnika mają też w Gdyni i Białymstoku. W sobotę Frankowski z bratem oglądali spotkanie Jagiellonii z Koroną Kielce (0:0). - O ewentualnych ofertach nie chcę jeszcze mówić, bo jest za wcześniej na takie spekulacje - twierdzi Robert Kiłdanowicz, menedżer piłkarza. - Każda pliszka swój ogonek chwali. Będę obiektywny i powiem: jeszcze nie czas na powrót mojego klienta do polskiej ligi... Autor: Łysy Źródło: Gazeta Wyborcza
Dodawanie komentarzy dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować (rejestracja jest darmowa). Jeżeli już posiadasz konto proszę się zalogować. |